Archeologia czyli ziarenko po ziarenku odgrzebywanie Action! (2)

Tuesday, January 14th, 2020

Skoro postanowiłem się tym Action! pobawić więcej niż w Hello world! to warto by przemyśleć jak do tego podejść, aby zaliczyć jak najmniej fuckupów.

Action! oryginalnie występował jedynie w wersji na karcie plus dwie dodatkowe dyskietki – Runtime and Toolkit. Pierwsza pozwalała na skompilowanie kodu jako samodzielnie działającego programu i nie wymagającego karta/ROMu, druga zawierała trochę dodatkowych bibliotek i procedur. Klepanie dzisiaj w 100% kodu na 8bitowym komputerze to pewnego rodzaju archaizm, co prawda znajdą się tacy, którzy będą z tego robić sztukę, niezależnie od efektowności i efektywności takiego IDE, ale mając ograniczone zasoby czasowe i chęć raczej zrobienia czegoś do końca niż robienia czegoś i niekończenie to wybiorę nowocześniejszą metodę. Takie zabawy z retrokomputerem jako bazą kodowania można zrobić dla zabawy z czymś małym, krótkim i mając dużo czasu.

Dlaczego nie bezpośrednio na Atari:

  • edytor wbudowany w Action! niestety pracuje tylko w 40 kolumnach. Lekki dramat jeżeli wklepiecie linie z kodem i komentarzami 🙂 Oczywiście można edytować sobie kod (który jest tekstowy) w edytorze wspierającym 80 czy 64 kolumny, a potem wczytywać zapisany plik do edytora Action!, ale sprowadza to całość do jednego: piszemy kod gdzie indziej, wrzucamy go do edytora Action!, kompilujemy etc.
  • kwestia backupów, rewizji kodu, komentowania, drukowania – nie muszę tłumaczyć, że z poziomu Atari traciłbym czas na proste rzeczy, a czas to jest coś czego nie mam w nadmiarze.

Czyli skompletowanie prostego i działającego środowiska do pracy:

  • Będę pracował głównie pod Mac OS, więc zainstalowałem Atari800MacX i działa to dość fajnie, bo:
  • – można wklejać tekst ze schowka (z wyłączonym limitem prędkości jest to nawet sensowne szybkościowo),
    – można zapisać tekst na handler “P:” i dostać treść do okienka z dokumentem tekstowym na MacOS.
  • Druga opcja z której korzystam równolegle to Wine i Altirra pod Windows. Dużo bardziej rozbudowany i zaawansowany emulator, ale korzystam z niego głównie do operowania obrazami i zawartościami dyskietek oraz bardziej zaawansowanych konfigów niż Atari 800XL z Rambo i dwoma stacjami stacją dysków 1050 pod DOS 2.5.
  • Gotowe pliki .xex ale też źródła do testowania na realnym sprzęcie (1088XEL+CF3, 800+Incognito, XE GS + Ultimate + SIO2SD czy wreszcie 600XL z 64k/800XL stockowe z SIO2SD) po prostu przerzucam przez obrazy dyskietek .atr – czy na kartę CF czy na SD (SIO2SD) czy po prostu jako .xex do SIDE2. To, że działa na emulatorze to fajnie, ale ma tak samo dobrze działać na realnym sprzęcie. Równie dobrze mogę to przerzucać SIO2PC.
  • Effectus – cross kompilator pod Windows i Linuxa czyli ja znowu pod Wine 🙂 odpaliłem testowo – działa, pewnie będzie miał większe zastosowanie przy większej ilości kodu źródłowego, który może się nie pomieścić w pamięci edytora/kompilera Action!, ale to dalszy etap.

Są dwie wiadomości na start: dobra i zła. Ta dobra – ludzie już przerabiali ten temat, na atariwiki można znaleść sporo informacji, materiałów, obrazów dyskietek, kartów etc. Czyli można zgromadzić sobie jakieś podstawowe startowe rzeczy. Apetyt rośnie dalej i tutaj niestety ta druga wiadomość: wiele bardzo interesujących stron i materiałów zaliczyło już dołek internetowy. Na szczęście z pomocą przyjdzie archive.org i Wayback Machine. Jedna z takich stron to http://joyfulcoder.net – prawdę mówiąc jedna z ciekawszych albo akurat mi przydało się całkiem sporo rzeczy na niej opublikowanych.
https://web.archive.org/web/20120722063641/http://joyfulcoder.net/atari/action/code/

Lista gdzie zajrzeć bez grzebania w martwych już zawartościach stron:

  • Przede wszystkim na AtariWiki i część poświęconą Action! – znajdziemy tam wszystko, co pozwoli wystartować. Obrazy dyskietek, obrazy kartów, manuale (również zaktualizowane), bardzo dużo informacji i bardzo dużo linków – być może nawet za dużo na start i można utonąć, ale warto tam wracać szukając odpowiedzi na napotkane problemy.
  • Jeżeli macie doświadczenie z programowaniem w innych językach typu C, Pascal, BASIC to warto zaraz po skompletowaniu IDE spojrzeć na listę znalezionych błędów – i sposoby aby je omijać. Niestety – nie powstała nowsza wersja Action! niż 3.6 a jest to kombajn połączony edytora, kompilatora i jeszcze paru rzeczy (oryginalnie rezydujących w czterech bankach po 4k i przełączanych wg aktualnej potrzeby działania), nie aktualizowano tego i nie usuwano błędów na zasadzie kolejnych rewizji oprogramowania. To jak uczenie się starożytnej greki czy łaciny.

opulenti atarini multos deos habent

Dlaczego nie polecam suma sumarum cyklu o Action! z Bajtków i Mojego Atari? Mam wrażenie, że jest to żywcem wyrwane z materiałów anglojęzycznych, przy czym – w tych oryginalnych można znaleść to co się szuka szybciej i w większym opracowaniu tematu. Oczywiście – można przez sentyment i z ciekawości zajrzeć do tego pod czym podpisał się Wojciech Zientara.

Wracając do Action! – patrząc na szybko – im głębiej w to wchodzę, tym mam wrażenie większej archeologii. Język niszowy, nie zdobył dużej popularności pomimo bardzo fajnych możliwości i bardzo dobrej wynikowej prędkości po kompilacji. Z czego to wynikało? Forma dystrybucji (cart)? Brak dalszego rozwoju? OSS (Optimised System Software) tworzyło 15 osób, w sumie mieli kilka bardzo dobrych produktów jak MAC/65 i ActioN!, ale niestety też parę niewypałów sprzedażowych jak BASIC XE. W 1988 roku połączyli się z ICD (SpartaDOS). Próbowali swoich sił w sofcie na Apple II, Atari ST, ale raczej bez sukcesów. I znikli. Na marginesie – źródła Action! są dostępne publiczne.

Natomiast już wiem, że większość rzeczy pomimo tego, że ludzie zjedli na tym zęby w latach 80tych i do połowy 90tych jest nadal do “wykopania” – to wrażenie po poczytaniu forów. Z jednej strony fajne, z drugiej – zacząłem gromadzić materiały o tym języku, żeby nie musieć się pytać i robi się pokaźna zawartość folderu na dysku. Może kiedyś scalę to w jedną publikację.

Żeby zdjąć cokolwiek z kupski wstydu lat 80tych potrzebuję na start odczytać grafiki bitmapowe, móc je wczytać z dysku jako dane raw, wyświetlić je najchętniej z dysku (wtedy mam temat doładowania binarek rozkmniniony). Rzecz druga to obsługa klawiatury/joysticka. Poszło szybciej niż myślałem.

Przeskoczenie z Atari BASIC’a nie jest bolesne, daję mu szansę 🙂

W sumie – przestawiając się z jakiegokolwiek innego kompa i nawet szczątkowej trzeba znać przede wszystkim a/ deklaracje zmiennych i wskaźników, b/ operowanie większymi danymi (pamięć RAM i masowa) c/ przekładanie tego na tekst i grafikę, d/ specyficzne dla platformy rozwiązania graficzno/muzyczno/sprzętowe. Skoro człowiek robił coś na jednej platformie, to zrobi też na innej 🙂

Od wspomnień, matematyki i sentymentów do Action!

Monday, January 13th, 2020

Z przerażeniem patrzę na kalendarz – w czerwcu miną 34lata od momentu, kiedy jako 12latek dostałem wymarzony prezent – komputer. Historia o tym, czy był to ten komputer o jakim marzyłem, czy wybór akurat Atari 800XL wtedy był dobrym wyborem dla mnie – jest dłuższa i bardziej złożona.

Pomimo, że w stosunku do moich rówieśników miałem komputer dość wcześnie, to jakby dobrze policzyć to czekałem na komputer kilka lat. Tata – mgr inż. elektronik pracujący wtedy chyba w serwisie JVC na Chmielnej (nota bene – Hackroom122 mieści się kilkadziesiąt metrów od tego miejsca) dostawał czasem przez znajomych wyjeżdżających do RFNu i w dalsze rejony jak do UK magazyny o elektronice. Gdzieś na początku lat 80tych, w jednym z nich zobaczyłem o dziwo w mojej pamięci kolorową reklamę Sinclair ZX 81, który – pomimo kosmicznej ceny na polskie warunki był w stosunku do innych komputerów tani.

Dość długo myślałem, że ten przełomowy dla mnie magazyn i reklama musiały być z 1982 roku albo wcześniejszy – bo w tym właśnie roku debiutował ZX Spectrum – a ZX81 to wcześniejszy model, ale w trakcie zbierania różnych materiałów trafiłem na materiały reklamowe (w tym wytyczne dla sprzedawców) kampanii 1983 roku, gdzie pojawia się w promocyjnej cenie zestaw ZX81. Kampania trwała do Bożego Narodzenia 1983 roku – więc zakładam, że nawet z opóźnieniem dostania od kogoś takiego magazynu – był to maksymalnie początek 1984 roku. Na pewno była kolorowa – i chociaż bardziej pasuje mi pamięciowo ta druga z powyższych (to jest to reklama Timex 1000 czyli amerykańskiego klona ZX81) to nadal zastanawiam się, którą z nich widziałem.

Pamiętam mój zachwyt – wow, komputer, i do tego jaki tani (wystarczyło by porównać cenę 99GBP do cen komputerów domowych z tamtych czasów – Commodore 64 kosztował w chwili debiutu (1982) ok. 600 USD, ceny pozostałych komputerów, których modele człowiek widział albo słyszał o nich czyli Atari 400/800 albo Apple II – były w stosunku do tego astronomiczne. Pamiętam do dzisiaj rozmowę z moim tatą – i jego prosty argument – zobacz, to jest coś okrojonego, ten komputer nie wydaje dźwięków ani nie pokazuje kolorowego obrazu. Tata z właściwym inżynierowi sposobem argumentowania zabił wizję ZX81. To był zbyt prosty komputer. Ale nie powiedział nie. Był jak to nadal mówi “pokoleniem kalkulatorów”, w jego młodości wow robił kalkulator kosztujący pensję czy więcej. To co nadeszło – komputery – było poza jego marzeniami z młodości.

Czas do czerwca 1986 roku spędziłem na… jęczeniu rodzicom na temat tego jak bardzo chciałbym mieć komputer, zapełnianiu zeszytów pseudokodami gier w BASICu i rysowaniu w zeszytach w kratkę i na papierze milimetrowym jakichś kształtów. To było chyba na tyle wyjątkowe, że rodzice z babcią zlitowali się. Padła decyzja że kupujemy – ale wybór był dość średni. Wiem, że przez jakiś czas tata starał się zdobyć więcej informacji – to musiało być przed wypuszczeniem Bajtka – i nie ma co owijać w bawełkę – była posucha informacji na temat komputerów domowych. W 1985 roku była już Giełda Bajtka na Grzybowskiej, co trochę ułatwiło sprawę rekonesansu, tylko tata nie był przekonany do tego, żeby kupować komputer (nawet nowy) z drugiej ręki, od handlarza. Dodatkowo akurat w tym czasie zbiegły się jakieś większe wydatki rodzinne i temat został przełożony “na przyszły rok”, byłem niepocieszony, ale to nie były łatwe czasy, trzeba było zrozumieć i przyjąć na klatę wiele rzeczy.

Czy jesteście sobie wyobrazić, że nie znaliśmy wtedy nikogo, kto miał komputer domowy? Dzisiaj kupując komputer można się poradzić znajomych, rodziny, na fejsie, w sklepie. Wtedy – to była sytuacja abstrakcyjna, szczątkowe wiadomości o komputerach, o ich awaryjności, możliwościach etc. Era Bajtka dopiero nadchodziła – co więcej – pierwsze numery Bajtka niewiele pomogły w wyborze 🙂 Miesięczników poświęconych komputerom w zasadzie nie było – jakieś pojedyńcze wzmianki w pismach typu Młody Technik czy raczkujący potem w Sztandarze Młodych Bajtek. W Stanach Atari 800XL reklamował Alan Alda znany m.in. z serialu M.A.S.H. a u nas po prostu jak statek z kosmosu komputer wylądował do sprzedaży w sieci Pewexu i Baltony.

W czerwcu 1986 roku wreszcie pojawiło się w domu Atari 800XL. Już trochę traciłem nadzieję, że dostanę komputer, ale rodzice – znając moje “maniactwo” chyba czekali też na dobry moment – dostałem go tuż przed wakacjami (więc w bezpiecznym dla mojej edukacji momencie). Chyba była to też nagroda za pierwsze miejsce na olimpiadzie z historii (na pierwszy etap poszedłem, bo zwalniali z lekcji – a potem jakoś poszło, lubiłem czytać i lubiłem historię). Pamiętam, że Atari wtedy to był towar mocno deficytowy, do Pewexu trafiały partie rzutami, znikały równie szybko co meble w salonie meblowym przy Mazowieckiej. Dodatkowo – powstało małe zamieszanie – równolegle z rozważanym przez tatę Atari 800XL pojawiły się Atari 130XE, który to model kosztował dużo więcej, zbyt dużo na nasz budżet. Postanowiliśmy zaczekać tydzień-dwa i polować na 800XL.
– Tato, ale dlaczego Atari?
– Bo ma gwarancję i serwis w Polsce.

Ciężko było mi z tym dyskutować. To były racjonalne argumenty plus… to nie były moje pieniądze. 80,5 tys. zł odpowiadało bodajże 115 USD po jakimś tam złodziejskim przeliczniku. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu pieniędzy na stole, to była kupa kasy, nawet w wymiarze fizycznym. To były jakieś trzy pensje mojej mamy. Nie wiem jakim cudem moja babcia nazbierała 50 tys. zł, resztę dołożyli moi rodzice.

Początkowo nastawialiśmy się na upolowanie w chyba największym (i pierwszym) Pewexie, który mieścił się na ul. Stawki w budynku Intraco, ale okazało się, że trafienie tam na Atari w tym okresie to byłby cud. Wtedy chyba ktoś ze znajomych zadzwonił i dał cynk tacie, że na Świętojerskiej (dzisiejszy Rossman przy Sądach) w Pewexie są Atari 800XL. Wsiedliśmy w naszego 126p made in Italy i pojechaliśmy po mój pierwszy komputer. Jeżeli bywają w życiu przełomowe i istotne momenty to był chyba ten – moment, kiedy dostałem swój pierwszy komputer.

Nie wiem czy jest to na tyle jasne – po sam komputer. Bez magnetofonu. Bez joysticków. Bez stacji dysków (kosztowała 199 USD – prawie dwa razy więcej niż sam komputer!!!). Przez kilka pierwszych dni komputer podłączaliśmy pod czarno-biały telewizor jaki mieliśmy. Imponujące 26 cali czerni i bieli z odcieniami i smużeniem 🙂

Rodzice bardzo szybko zorientowali się, że trzeba mi udostępnić inny telewizor – najpierw przejąłem wakacyjno-turystyczny telewizor UNITRA WZT TWM-315, a potem dostałem swój osobisty monitor do pokoju Telewizor Vela 202, który mój tata przerobił (pominął tor telewizyjny i zrobił mi po prostu wejście “monitorowe” – a wszystko to efekt tego, że komputer był rozstawiony nonstop, ponieważ nie mając magnetofonu praktycznie go nie wyłączałem.

Pierwsze tygodnie spędziłem na wpisywaniu listingów skąd popadnie i wściekaniu się dlaczego coś nie działa. Trochę pomogła nabyta kserówka książki Atari BASIC. Nie działało, bo wpisywałem swoje “programy” pisane na sucho, w bliżej nieokreślonej logice programowania oraz dialekcie BASICa – myślę, że była to mieszanina BASIC’a jaki dostał ZX Spectrum oraz BBC BASIC. Wtedy to dotarło do mnie, że wylądowałem na planecie Atari, a pozostałe komputery są z kompletnie innych planet. Oczywiście nie przeszkadzało mi się spotykać u kolegów i grać na ZX Spectrum czy VIC-20, nawet z jednym z kolegów pożyczaliśmy sobie wzajemnie – ja pożyczałem od kolegi ZX Spectrum i zachwycałem się ilością fantastycznych gier o tytułach o których wszyscy atarowcy tylko śnili, a kolega, mający brata – był zachwycony, że nie musi walczyć o komputer i że może jednocześnie z bratem, razem, grać w gry na komputerze. W sumie jakbyśmy wtedy zamienili się na komputery – to byłby optymalny deal. Jedna i druga strona dostała by to, o czym w głębi serca wtedy marzyła.

Rodzice zlitowali się wtedy nade mną trzykrotnie. Po pierwsze – po pierwsze zmontował mi interfejs pośredniczący pomiędzy Atari a zwykłym magnetofonem. Pamiętam jak dzisiaj wtyczkę SIO odlaną z żywicy. Wreszcie mogłem wczytać programy z dołączonej kasety – pamiętam, że były to szachy (CHESS) i jeszcze jakaś kaseta z prostymi programami w BASICu – te ostatnie nie zrobiły już wrażenia, byłem po kilku tygodniach wpisywania wszystkiego co znalazłem, więc na dołączonej kasecie nie było nic bardziej efektownego niż Wąż i inne gry jakie już “przerobiłem”. Niestety NRDowski magnetofon chyba szybko wyzionął ducha i po wakacjach 1986 rodzice zlitowali się po raz drugi – i dostałem firmówkę – Atari XC12, przekleństwo każdego właściciela – ale wtedy to było moje spełnienie marzeń. Mogłem nagrywać i odtwarzać co chciałem.

Od września 1986 byłem stałym bywalcem Giełdy Bajtka, aż do jej końca. Nie handlowałem tam jak wielu moich równieśników, ale praktycznie co dwa tygodnie byłem, aby sprawdzić, co pojawiło się na Atari, niestety ten żart “na Atari nie ma” był prawdziwy – większość tytułów figurujących na topie listy gier z Bajtka była na Commodore 64 i ZX Spectrum, z rzadka pojawiało się coś dostępnego na Atari – co nie oznacza, że nie było fajnych gier, były – rozpoczęła się dla mnie fantastyczna przygoda, odrywająca mnie niejednokrotnie na wiele późnych wieczorów i nocy.

Rodzice oczywiście nie pozwalali mi na takie rzeczy, ale jak to nastolatek znajdywałem sposoby – na klawiszach funkcyjnych kładłem książkę zasłaniającą świecącą na czerwono diodę zasilania, monitor wyłączałem wyciągając cicho wtyczkę z kontaktu, bo przycisk na sprężynie mógł mnie zdradzić.

Klimat towarzyszący giełdom komputerowym w formie wywiadów z jej bywalcami próbowali odtworzyć twórcy kanału Loading – przy czym, realia omawiane na filmie są trochę późniejsze niż 1986 rok.

Trzeci temat nazywa się joystick*. Kosztował wtedy nie mało – i był zdecydowanie poza budżetem. A poza tym – ja go chciałem jak najszybciej. Tata zlitował się i… zrobił mi joystick. Bardzo żałuję, że nie zachowałem go – chyba poleciał do śmieci gdy wymieniałem joysticki na firmowe Quickshoty, a było w nim mistrzostwo radzenia sobie w tamtych czasach. Tata zrobił mi go… z drążka hamulca ręcznego z malucha. Pręt drążna wchodził w łożysko, przymocowane do jednej płaszczyzny obudowy, wychylenia rejestrowały microswitche będące “piękro niżej”. W przekroju podstawa była trapezem równoramiennym, zrobiona z kawałków kątowników aluminiowych i dwóch kawałków drewna. I teraz najważniejsze – był to najbardziej kultowy i przeklinany joystick wśród moich kolegów. Nikt nie chciał grać ze mną w Decathlon, bo wiadomo było że grając nim wygram. Rączka joysticka była na tyle ciężka, że wystarczało trzymać za podstawę i lekko nią bujać, a rączka sama “klikała”. Wiele bym dał, żeby dostać go znowu w swoje ręce. Takie rzeczy nabierają wartości sentymentalnej niestety zwykle jak się je utraci.

Gdzie ten Action!? To dopiero na horyzoncie. Na Action! musiałem poczekać do czasów “turbo”. Niestety miałem Action! w formie jakiejś spiraconej wersji przeniesionej z dyskietki na taśmę – czyli podwójnie odgrzany kotlet. Nie bardzo coś działało, chociaż bardzo starałem się nadążyć za kursem Wojtka Zientary. Nota bene – patrząc dzisiaj na materiały, który były dołączane do Action! oraz które były publikowane na zachodzie mam nieodparte wrażenie, że zapożyczenie tutaj zawartości było dość duże – ale to taka cecha tamtych czasów.

Przygoda z Action! była niestety krótka. Coś nie działało. Nie było książek pod ręką, sam kurs z Bajtka i Mojego Atari to było za mało na mój apetyt – wtedy w drugiej połowie lat 80tych wygrał u mnie Turbo BASIC XL. Działał lepiej i miałem go na pirackim karcie z Turbo magnetofonowym.

I tak po ponad 30 latach siadłem ponownie przed ekranem, włączyłem Action! i napisałem:

PROC welcome()
PrintE(“Action! I’m back.”)
RETURN

SHIFT-CTRL-M, C, [RETURN], R, [RETURN]

Dalej będzie tylko trudniej. A co się stało z Atari? W 1993 roku zamieniłem się na kamerę pogłosową – potrzebowaliśmy do sali prób, a w wieku 19 lat priorytetem był zespół i granie muzyki/nagrywanie płyty. Jakie to były pieniądze? Wtedy wartość mniej więcej 250 zł, dzisiaj za atarynkę w pudle, z kartem, magnetofonem, kasetami, książkami etc. w takim stanie jak sprzedawałem zapłacił bym pewnie 4x więcej.

* temat joysticka jeszcze wróci.

przyśpieszanie starego Macintosha (bardzo starego)

Tuesday, May 22nd, 2018

Przywracając do życia czyli użytkowania starego Macintosha prędzej czy później dopadnie nas problem jego prędkości działania. To w sumie normalna sytuacja – poniżej znajdziecie kilka moich propozycji rozwiązań tej kwestii. Skupię się w tej części na pierwszych kompaktowych modelach Macintosha począwszy od Macintosh 128k a skończywszy na Color Classic.

Dopasuj właściwy system do komputera jaki masz.

Łatwo powiedzieć – zwykle kupując taki komputer używany dostajemy w najlepszym wypadku jakieś przypadkowe (oby działające) nagrane dyskietki. Poniżej zestawienie posiadanych i używanych przeze mnie modeli oraz sugerowana optymalna wersja systemu.

Na imprezie retroapple 0.1 pokazałem na moich “lodówkowych” Macintoshach jak wygląda prędkość na systemie 5 (Macintosh 512k), 6.0.8 (Macintosh Classic 4/40) czy 7.0.1 (Macintosh SE/30 – 10/40). Dlaczego nie uruchamiam tych komputerów na wyższych systemach pomimo tego, że mogę? Bo wg mnie nie ma to sensu. Ilość pamięci RAM, ilość pamięci zabierana przez system, urchamiane aplikacje/gry – zestawienie tego powinno dać Wam odpowiedź na to co możecie, co ma sens i co będzie przyzwoicie działało. Co więcej – część z gier nie uruchomi się… na nowszym systemie. Nowe funkcjonalności systemu zwykle okupuje zużycie pamięci oraz prędkość. Jeżeli używamy takiego komputera do uruchomienia kilku aplikacji czy gier – zainstalujmy wersję minimalną systemu plus niezbędne tylko rzeczy dodatkowe. W Maci

system 5
Macintosh 128k
Macintosh 512k

system 6.0.8
Macintosh Plus
Macintosh SE
Macintosh Classic

system 7.0.1
Macintosh Classic
Macintosh SE/30
Macintosh Color Classic

system 7.5.5
Macintosh CC “Mystic” mod

Najprostrzy przykład – gra Defender of the Crown – napisana pod czarnobiałe Macintoshe – nie uruchamia się pod systemem 7.5.5 na komputerze Macintosh CC “Mystic” nawet jeżeli zmienimy grafikę na czarnobiałą. Tutaj następuje suma dwóch rzeczy – różnic ROMów – CC “Mystic” to Performa 575 z procesorem 040/33, druga rzecz to ROM, trzecia – system. Bez problemu za to uruchamia się pod systemem 7.0.1 na Macintoshu SE/30 czyli z procesorem 030/16 – bez znaczenia czy w trybie 24 bitowym pamięci, czy 32bitowym. Dla miarodajności tych wniosków chyba powinienem zaistalować system 7.5.5 na SE/30 i spróbować uruchomić na nim DotC.

Było grane – retro meetup #03 w Hackroom122 (20.05.2018)

Tuesday, May 22nd, 2018

This slideshow requires JavaScript.

Speccy Party 2018.1 Giełda Pixela

Sunday, April 15th, 2018

This slideshow requires JavaScript.

większy dysk SCSI do starego Macintosha

Tuesday, March 13th, 2018

Tak to już trochę jest, że prędzej czy później stajemy przed rozbudową naszego starego Macintosha. Dysk 40MB w Macintosh Classic jest bardzo fajny, tylko dosłownie parę gier i programów doprowadzi do jego zapełnienia, co trochę komplikuje i utrudnia zabawę.

Mamy w zasadzie jakieś wybory:

1/ kupić stary dysk SCSI 50 pin tylko trochę większy – wszystko fajnie, jeżeli kupimy dysk na 50pin SCSI2 to idealnie, bez przejściówek da się go tam umieścić. Tylko miejmy z tyłu głowy – to są dwudziestoparoletnie dyski.

2/ kupić nowszy (czyli w założeniu mniej leciwy, w lepszym stanie, jest szansa, że trochę pochodzi) dysk SCSI – przy czym dojdziemy za moment do problemu pt. system i wielkość partycji oraz… kosztu przejściówki na 50pin SCSI, bo taka jest taśma wewnętrzna i złącze na płycie naszego maczka.

3/ zaszaleć i kupić SCSI2SD. Karta microSD wszystko przyjmie, koszt wymiany, powiększenia czy wygoda przegrania na nią czegoś pod emulatorem powinna nam zrekompensować to co na nią wydamy, a nie będzie to tak mało.

4/ bawić się na zewnętrznym napędzie SCSI – Syquest, Iomega ZIP / JAZZ etc.

Z tego co napisałem wynika pewna konsekwencja:

jaki system mamy, tyle zobaczymy

Aż do systemu Mac OS 7.5 nasz Macintosh może zobaczyć na partycji HFS tylko 2GB danych. Co więcej, nawet jeżeli mamy na tyle mocnego Macintosha, że cieszymy się systemem 7.5 i możliwością zobaczenia 4GB partycji danych czy wreszcie systemem 7.5.2 i okienkiem na świat dysku do 2TB danych – to warto zapamiętać jakie są

Realne limity systemu plików HFS

32,767 plików w folderze, 54,536 plików łącznie na woluminie/partycjii

Co to w praktyce oznacza:

im większy dysk/partycja tym większe będą bloki jednostkowe dysku – system podzieli dysk na 65.535 bloków. Plik zaczyna się zawsze od nowego bloku – jeżeli mamy plik 4KB a dysk jest podzielony na 64KB bloki to 60KB idzie w piach. Dlatego do starego systemu plików HFS warto używać jednak partycji nie większych niż 2GB dla danych zawierających dużo małych plików, bo tylko będziemy tracić na ich zapisie. W przypadku większych plików te straty nie będą aż tak widoczne.

W przypadku formatowania dysków twardy nie montowanych fabrycznie przez Apple wymagane jest przy partycjonowaniu użycie zmodyfikowanego HD SC Setup 7.3.5 (Patched), który umożliwi partycjonowanie praktycznie dowolnego dysku SCSI albo alternatywnie programu Lido.

System nie widzi dysku

na 99% wkładając nowy dysk odbijemy się od ściany pt. system nie widzi na łańcuchu SCSI naszego dysku. Z pomocą przyjdzie “poprawiona” czyli patched wersja systemowego HD SC Setup czy Lido, która “pobłogosławi” napęd 🙂 Potem wystarczy dobrać wielkość partycji do możliwości naszego systemu i odpowiednio podzielić dysk na partycje. Co ciekawe – muszę to jeszcze sprawdzić pod kilkoma systemami – ale zakładając partycje i zostawiając niewykorzystaną przestrzeń (unallocated) mogłem potem dokładać tam partycje bez kasowania zawartości poprzednich. Fajnie – ale sprawdźcie to testowo pod swoim systemem.

Podsumowanie

Patrząc na wiek dysków SCSI na łączu 50pin najbezpieczniejszym rozwiązaniem wydaje się zainwestowanie w SCSI2SD – poświęce temu osobny wpis. Jeżeli już wymieniamy dysk na większy, warto pokusić się o coś większego niż 2GB – to nowsza generacja dysków SCSI, ich osiągi są średnio 3x lepsze niż starych dysków 40-120MB montowanych w pierwszych Macintoshach ze SCSI.

 

o tym czy Amiga jest najszybszym Macintoshem

Monday, March 12th, 2018

Nie wiem dlaczego lubimy uogólnienia. Są przekleństwem precyzji, tworzą pole do przekręceń, wypaczeń i niepotrzebnych dyskusji.

Jaki czas temu kolega podesłał mi link do filmu, gdzie rzekomo udowodnili, że “Amiga jest najszybszym Macintoshem”. Ale że co? Jakim Macintoshem, jaka Amiga? Zanim obejrzałem film dobrą chwilę rozkładałem zdanie na czynniki pierwsze – wyszło co wyszło, obejrzałem ten film i…

niestety autor manipuluje najprostszymi faktami

miał porównać Amigę i Macintosha z tego samego roku… 1992 – wspomina o tym na starcie filmu. Amiga 1200 (czyli z procesorem 020 @14) i wybrany przez niego Macintosh LCIII. To dość ciekawy zabieg już na starcie – wybrana Amiga 1200 (zdaje się, że Shapeshifter nie pójdzie na słabszej równolatce z 1992 roku czyli Amidze 600) i jeden z najsłabszych Macintoshy okrojony z koprocesora, co prawda ma 030 @ 25, ma 32MB RAMu, ale ma też bardzo wolny dysk na wolnej (już wtedy) szynie SCSI – tutaj dysk IDE w Amidze śmiga. Te porównanie nie było by oczywiście nawet możliwe – nie można przecież emulować generacji wyżej jeżeli chodzi o procesor, a o pamięci RAM nie wspominając. Co więc robi autor? Dokłada kartę akceleratora Blizzard z procesorem 030 @ 50, koprocesorem i pamięcią RAM 32MB, kartą nota bene z 1995 roku, więc gdzie jest to porównanie równoletnich komputerów? Pierwszy, najprostszy do zauważenia fakt: takie porównanie w 1992 roku byłoby niemożliwe – z racji braku Blizzarda. Druga dość śmieszna rzecz – nawet ta lekcja jest nieodrobiona przez autora filmu – Macintosh LCIII to komputer z 1993 roku a nie 1992 roku jak Amiga 1200. Niestety z tego rocznika inne komputery Macintosh… są dużo mocniejsze. Z tego samego roku (1993) w Apple możemy wybrać Quadrę 605 czyli de facto LC475. Tylko ten komputer z procesorem 040 @ 25 ma już 22 MIPSy – ale przynajmniej można by go było porównać do Amigi 4000 z procesorem 040 @ 25 – bo taka de facto przecież była.

Historia Apple i Motoroli 68k jest dość prosta

Apple był chyba głównym odbiorcą procesorów z rodziny 68k (biorąc pod uwagę ilości i rozpiętość modeli), niestety problemy Motoroli z dostarczaniem coraz szybszych procesorów i generalnie rozwój rodziny 68k w perspektywie dla producenta komputerów musiał być mocno niezadowalający, bo pomimo testów i prototypów komputerów z Motorolą 88k zdecydowano się od 1992 roku na romans z PowerPC – co prawda chwilę to trwało, bo musiano rozwiązać kwestie kompatybilności z oprogramowaniem pisanym pod procesor 68k, dość, że pierwsze komputery z procesorami PowerPC pojawiły się na początku 1995 roku. Wtedy, kiedy Amiga decydowała się na mocniejsze procesory jeszcze z rodziny 68k

ten test miałby jakikolwiek sens

gdyby dla równowagi do Macintosha LCIII włożyć kartę MicroMac Diimo/030 (50 MHz 68030), 64 KB cache, z koprocesorem 50 MHz 68882. Zbliżamy wtedy oba komputery do jednego mianownika procesor/koprocesor/pamięć. W kwestii rozbudowywania – tego samego LCIII można rozbudować też o kartę Sonnet Presto Plus (33 MHz 68LC040 z dodatkowym 32MB RAMem), ale takie porównanie w sensie rzetelności… ma tyle samo co wspomniany film czyli niewiele.

fani Amigi wniebowzięci

tylko co ja mam powiedzieć? Uwielbiam Amigę, ale film ten jest jedną z miliarda bzdur na jakie można trafić w internecie. Czy Motorola 030 @50 jest szybsza od Motoroli 030/25? Jest, nawet nie muszę odpalać do tego komputera. Co więcej – mniej niż 13 minut tego filmu zajmuje szybkie sprawdzenie ile MIPsów wyciska ten Macintosh LCIII (6.3) a ile rzeczony Blizzard (ponad 10MIPS).

Amiga z procesorem 060

Nie wiem jak ująć to, żeby nie obrazić skrajnych fanów procesora 060 w akceleratorze do Amigi… W wyścigu w który na starcie i na mecie jest tylko jeden ścigający wygrywa właśnie on, Apple nigdy nie miał procesorów 060 Motoroli w swojej ofercie komputerów Macintosh… bo przeszedł na PowerPC, które z kolei zanim zagrzało się w ofercie Amigi, to już nie było Amigi. Amiga z procesorem 060 emuluje Macintosha o takiej prędkości, której na procesorach 68k Apple nie oferował, za to spokojnie tą prędkość osiągają modele Macintoshy z procesorami PowerPC, ale to kompletnie inna historia.

Dlaczego emulacja Macintosha na Amidze jest szybsza niż oryginał

Żeby było jasne: zakładając, że doprowadzimy do mianownika wydajności procesora/koprocesora (np. 030/50 albo 040/25 – które było fabrycznie w Amidze 4000) po obu stronach,  to uważam, że Amiga jest w stanie emulować Macintosha w sposób bardziej efektywny i wydajny niż dawał to sam oryginał. Dlaczego – albo inaczej – co spowalnia Macintosha:

1) start systemu – w wirtualizacji praktycznie natychmiastowy, w przypadku realnego sprzętu czekamy na dwie rzeczy: po pierwsze – test pamięci, im jej więcej tym trwa dłużej. Sam restart komputera to już szybsze uruchomienie systemu. Druga rzecz – SCSI ID scan – w realnym sprzęcie jest skanowana magistrala SCSI – zczytywane są urządzenia i ich ID, odczytywane są boot bloki etc. Trwa to kilka sekund-  wystarczy odpalić na chwilę nawet systemowy HD SC Setup czy Lido aby zobaczyć że przejście od 0 do 7 na SCSI trwa wymierny czas.

2) prędkość pamięci RAM – dostęp etc. Pamięć w Macintoshu LCIII to pamięć 100ns, szyna jest 25Mhz, tutaj testowany Blizzard miał dwukrotnie szybszą szynę.

3) operacje dyskowe – w teorii PIO 0 to max 3.3MB, w praktyce prędkość oscyluje w granicach 2,5MB – ale przecież to są współczesne karty, więc wydajność to jest prawie maksimum tego co może kontroler w Amidze. Porównano to do powolnego, starego dysku SCSI (40/80/120MB), który był oryginalnie w LCIII. Gdyby włożyć do Macintosha LCIII Quantuma 2GB zamiast fabrycznego przestarzałego dysku można by się spodziewać prawie trzykrotnego przyrostu prędkości operacji dyskowych.

4) prędkość wyświetlania – LCIII wyświetla obraz w oparciu o pamięć VRAM – a ta jest w tym modelu nie dość, że mała to jeszcze wolna. Tutaj AGA i tryb HAM8 w Amidze jest szybszym wydajnościowo rozwiązaniem, jakkolwiek nie wiem czy można porównać obraz i jego tempo wyświetlania bowiem ten nieszczęsny Macintosh LCIII wyświetla obraz 640 x 400: 16-bit w podstawowej wersji pamięci VRAM (512 KB) bez przeplotów.

Nie da się tych komputerów porównać wydajnościowo

… tak aby miało to sens i jakąś miarę faktów. Są szybsze Macintoshe niż LCIII. Są karty rozszerzeń czyniące Macintosha szybszym niż Amiga z procesorem 060 @ 100. Wystarczy do tego Quadra 840AV (040 @ 40) , która nie dość, że przy 2MB VRAMu wyświetli rozdzielczość poza zasięgiem Amigi – 1024 x 768, 1152 x 870 z 16-bitowym kolorem, to taka Quadra z zamontowaną kartą rozszerzeń DayStar PowerPro 601 (@ 100) będzie już ciężkim przeciwnikiem w testach prędkościowych. A ja przez przypadek odkryłem dzisiaj, że mój Mystic (Color Classic zmodowany płytą z Performy 575 czyli procesor 040 @ 33) dzięki slotowi PDS może stać się dwukrotnie szybszy zegarowo dzięki karcie APMPU (Apple Power Mac Processor Upgrade) zawierającej procesor PowerPC. Wychodzi na to, że nawet taki głupi film może dać mi w końcu coś sensownego, jeżeli tylko chce się coś z niego wyciągnąć 🙂

edit: tak, żeby włożyć kij w mrowisko – a co jeżeli najszybszą Amigą jest Macintosh… PowerMac G5 Dual 2,5Mhz z Morph OS?

Jaki system do starego Macintosha będzie najszybszy

Friday, March 9th, 2018

Kwestia właściwego systemu względem starego sprzętu spod znaku jabłka pojawia się jak bumerang. Poniżej kilka moich spostrzeżeń bazujących na sprzęcie jaki mam i używam plus jaki pojawiał się na naszych spotkaniach RetroApple w Hackroom122 oraz w pytaniach jakie padało do mnie, ograniczę się do bardzo popularnych kompaktowych Macintoshy zwanych potocznie lodówkami.

  • Macintoshe zabytkowe – 128k i 512k, po pierwsze mało używalne z racji dostępnej w nich pamięci oraz braku portów SCSI, systemy pomiędzy 3 a 5 będą ok – ale bez drugiej, zewnętrznej stacji to będzie męka użytkowania. Jednym z problemów będzie na pewno stacja 400K jaka jest w wersji podstawowej tych modeli.
  • Macintoshe 68k – Macintosh Plus, SE, Classic – wszystkie te modele mają nadal podstawowy procesor 8Mhz 68000 oraz możliwość rozszerzenia pamięci RAM do 4MB. Łącze SCSI daje możliwość podłączenia napędu zewnętrznego bądź wewnętrznego. Mamy tutaj dwie sensowne opcje pod warunkiem rozszerzenia pamięci do 4MB (nie powinno być problemów z tym – 4 pamięci SIMM 30pin 1MB są łatwe do znalezienia i tanie). System 6.0.8 będzie najszybszym systemem na tych komputerach, ale możecie trafić na wymóg od strony oprogramowania “System 7x minimum”, wtedy polecam pierwszą wersję systemu 7, zajmie trochę więcej pamięci RAM, będzie minimalnie wolniejsza, ale nadal fajnie używalna. Dodając do tego komfort pracy z dyskiem twardym (powiedzmy sobie prawdę, o ile wersja minimalna systemu 6.0.8 na jednej dyskietkce 800k nam się zmieści, to systemu 7.0.1 już nie) oraz urządzeniami SCSI – i mamy retro Macintosha, którym można się fajnie pobawić.

  • Macintoshe 030 – czyli SE/30, ColorClassic, Classic II, ColorClassic II – po pierwsze z racji procesora 68030 można oczekiwać od nich większego komfortu użytkowania z racji większej mocy, po drugie ilość pamięci jaką można zainstalować daje też większe pole wyboru. Jednak pomimo tego, że można na nich uruchomić nawet system 7.5.5 myślę dobrym optymalnym rozwiązaniem dla nich będzie system 7.0.1 albo 7.1 (minimum dla ColorClassic). Macintosh SE/30 z racji możliwości rozbudowy pamięci do 128MB może też realnie odpalić system 8 po małych trikach instalacyjnych.
  • Mystic/Takky – czyli zmodowany ColorClassic za pomocą płyty głównej od LC575 – tutaj mamy troszeczkę narzucony wybór – procesor 68040 wymaga minimum systemu 7.1, ale procesor “wpuści nas” nawet na system Cortland czyli 8.1, jednak w te rejony zapuszczałbym się mając więcej pamięci RAM niż 32MB a tak na prawdę 64MB. Ponieważ płyty LC575  obsługują pamięć SIMM 128MB z takim ładunkiem na pokładzie możemy śmiało dać naszej “lodówce” powiem świeżości nowego systemu.

Powyższe jest ujęciem czysto prędkościowym do podstawowych sfer użytkowania – uruchamianie aplikacji, gier. W jednym z kolejnych wpisów opiszę czym różniły się poszczególne systemy klasyczne Mac OS oraz ile tak na prawdę potrzebuje pamięci RAM i czy dokładanie jej przyściesza czy też nie przyśpiesza Macintosha.

nowy ProDOS 2.4.2 dla bardzo starych komputerów Apple

Wednesday, February 14th, 2018

… taki mega niszowy njus – 18 stycznia John Brooks udostępnił nową wersję systemu operacyjnego dla Apple II oraz Apple IIGS. Tak, dobrze czytacie, też dla komputera z 1977 roku. Właśnie się tym konkretnie bawię, więc wkrótce nagram jakiegoś vloga o tym co fajnego można z tego “wycisnąć”.  I teraz najlepsze – 28 stycznia na #retroapple w tym całym zamieszaniu zapomniałem go pokazać Jackowi z AppleMuzeumPolska 😀

Na obrazie dyskietki można znaleźć m.in. najnowsze wersje ADTPro, Copy II Plus, Shrinkit, Cat Doctor oraz specjalną wersję loadera plików BASIC/binarnych MiniBas – która zajmuje zamiast 21 bloków dysku tylko jeden – zastępuje ona Basic.System i takie najprostsze zastosowanie go to dyskietki kompilacyjne, gdzie nie potrzebujemy całego BASIC’a a jedynie jego funkcje ładowania i uruchamiania plików.

źródło obrazu dyskietki. info.

This slideshow requires JavaScript.

Macintosh Classic

Thursday, January 18th, 2018

Jestem czasem pytany jakiego starego kompaktowego Macintosha (z serii słynnych “lodówek lat 80tych z procesorem Morotola 68k) da się używać – osobnym tematem jest oczywiście co to znaczy używać, ale przyjmijmy, że chodzi o uruchamianie gier, programów z epoki adekwatnej do wieku komputera. Takie pobawienie się w sentymenty na czarno-białym ekranie.

Tak naprawdę pierwszym Macintoshem (czyli komputerem z procesorem 680xx), który był dość popularny (więc jego cena nie jest kosmiczna), a jednocześnie zawiera solidne podstawy – i moim zdaniem może być dość bezproblemowym – jest wyprodukowany pod koniec 1990 roku Macintosh Classic (M0420).

Classic był modelem zupełnie budżetowym, nie stanowi najmniejszego kroku rozwoju w stosunku do poprzednich modeli – natomiast jest ich budżetowym podsumowaniem. Jest pierwszym Macintoshem sprzedawanym poniżej 1000 USD. Oczywiście w tej wersji nie miał dysku twartego i miał tylko 1MB pamięci, natomiast miał już fabrycznie stację Superdrive. W kombinacji z dyskiem twardym 40MB i rozszerzeniem pamięci do 4MB łącznie jego cena szła dwukrotnie w górę co zbliżało go do cen swoich poprzedników (za wyjątkiem SE/30 który kosztował na początku 1989 roku… prawie 4400 USD).

Pokrótce dlaczego Classic wyposażony w dysk 40MB i 4MB jest dobrym wyborem na retro komputer do zabawy:

stacja Superdrive (obsługuje dyskietki HD czyli łatwość wymiany danych z dużo późniejszymi komputerami, łącznie ze stacjami dyskietek na USB) obsługująca zarówno 400k (SD), 800k (DD) oraz 1,4MB (HD) formaty dyskietek. Jaką wygodą jest dyskietka HD wiedzą posiadacze wcześniejszych Macintoshy wyposażonych w stacjie 800k – na retroapple zobaczyliśmy to bardzo wyraźnie.

wbudowany dysk twardy 40MB SCSI, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby go wymienić na większy czy zdecydować się na współczesny interfejs SCSI2SD (wkrótce recenzja)

możliwość rozszerzenia pamięci RAM do 4MB, wbudowana pamięć na płycie to 1MB, karta rozszerzenia pamięci zawiera na płytce dodatkowe 1MB pamięci RAM, dwa sloty na pamięć SIMM 30pin i pozwalają dodać do 2MB maksimum. Specyfikacje wskazują pamięć o prędkosci co najmniej 150ns.

gniazdo SCSI DB25 – podłączymy przez nie zewnętrzne napędy takie jak dyski SCSI, Sysquest, streamery DAT, czy Iomega ZIP, do części z nich będziemy, potrzebować dodatkowego oprogramowania/sterowników. Dobra wiadomość jest taka, że SCSI w Macintosh Classic podobnie jak w modelu SE jest ok. 2,5 raza szybsze niż w Macintoshu Plus (pierwszy z kompaktowych Macintoshy z łączem SCSI).

gniazdo do podłączenia stacji zewnętrznej – o ile podłączanie jako drugiej stacji napędu 400/800k ma średni sens, to taki port przyda nam się np. do podłączenia współczesnego emulatora stacji Floppyemu

Macintosh Classic jako jedyny posiada ukryty obraz bootowalnego systemu operacyjnego w pamięci ROM (wywołujemy go na starcie wciskając klawisze cmd-option-x-o) – jeżeli nie posiadacie dyskietek, a dysk padł – jest to jedyny Macintosh, którego możecie uruchomić pomimo tych przeszkód.

klawiatura i mysz ADB – używany w komputerach Macintosh jeszcze prawie 8 lat – czyli brak klawiatury i myszy można dość łatwo uzupełnić w przypadku braku takiego kabla polecam poszukać kabla  SVHS SVideo.

dwa porty RS422 do drukarek, modemów i innych peryferii.

Oczywiste minusy:

  • głośny wentylator (ale można wymienić – będzie o tym dłuższy wpis w przyszłości)
  • konieczność wymiany kondensatorów elektrolitycznych, które potrafią ze starości wyschnąć albo niestety wylać… co prowadzi do korozji ścieżek i ich uszkodzenia. Typowe objawy tragedii to poziome albo pionowe pasy na monitorze zamiast właściwego obrazu, brak widzenia pamięci RAM albo jej części, brak dźwięku (kondensatory potrafią “spalić” głośnik w komputerze).
  • wydajność komputera nas nie oszołomi – Macintosh Classic posiada niestety ten sam procesor 68000 taktowany zegarem 8Mhz jak jego pierwowzór wyprodukowany sześć lat wcześniej – Macintosh 128k, natomiast pomimo teoretycznie tego samego procesora co wszystkie kompaktowe Macintoshe z tym samym procesorem wyprodukowane przed nim (128k, 512k, Plus, SE) jest od nich o ok. 20% szybszy.
  • 1bitowa czarno-biała grafika – 512 x 342px, jeżeli celujecie w oprogramowanie “z epoki” Classica nie ma to znaczenia, niestety za parę lat minimum graficzne do wyświetlania dla gier będzie 640×480 (VGA).
  • nietypowe porty RS422 (mini din8)
  • bateria podtrzymująca PRAM (3.6V – połówka baterii AA) do wymiany, Classic będzie działał bez tej baterii, ale nie będzie zapisywać… preferencji systemowych i podtrzymywać daty – czyli za każdym uruchomieniem systemu np. czułość ruchów myszki będziemy ustawiać od nowa.
  • brak slotów rozszerzeń – to trochę krok do tyłu, bo poprzednie dwa modele (SE i SE/30) miały je. Może to nie jest dramat, ale warto mieć to gdzieś “z tyłu głowy” – do Classic’a poza 4-5 akceleratorami, które są praktycznie nie do dostania oraz kartą rozszerzenia pamięci nie ma rozszerzeń wewnętrznych.

Optymalny system wg mnie to 6.0.8, jeżeli zależy nam na aplikacjach wymagających systemu 7 to możemy pokusić się o system 7.0.1 ale celowałbym w niego wyłącznie przy konfiguracji powyżej 1MB pamięci RAM. System “zaszyty” w pamięci ROM to 6.0.3.

Unikałbym systemu 7.5.5 – jest on ogromnie pamięciożerny i Classic na nim będzie po prostu bardzo ślamazarny.

Oczywiście – można poszukać akceleratorów z procesorami 68030 i zegarami 16-50MHz, ale są one bardzo rzadkie i ich ceny są niejednokrotnie kilkukrotnie wyższe niż ceny samych Classic’ów.

Na co zwracać uwagę przy zakupie?

Ilość pamięci RAM – 1MB RAM świadczy obraku karty rozszerzenia pamięci w środku. Dysk powinniśmy usłyszeć na starcie komputera, jego terkotanie ciężko z czymś pomylić, natomiast nie zawsze sprzedający wie co sprzedaje i w jakiej konfiguracji. Paski na ekranie to zwykle wylane kondensatory i często skorodowane/uszkodzone ścieżki, podobnie brak dźwięku. Jeżeli komputer uruchamia się – i pyta o dyskietkę z systemem – nie jest już tak źle. Kupiłem kilka komputerów w takim stanie i zwykle dało się je doprowadzić do używalności kilkoma drobnymi zabiegami (od wgrania systemu po upranie i umycie płyty w alkoholu izopropylenowym).

Generalnie: bardzo polecam jako startowego kompaktowego Macintosha. Jeżeli szukacie czegoś wydajniejszego celujcie w model SE/30 (z procesorem 68030/16), jeżeli coś bardziej kolekcjonerskiego to 128k/512k/Plus zdecydowanie stanowią ciekawszy element kolekcji do postawienia na półce.